Granie na społeczeństwie, czyli o grach małe co nieco

Autor: Adrian Kwiatkowski, 17 czerwca 2007 11:50:45

Zawarte tu przemyślenia są tylko i wyłącznie poglądami autora, i nie wyrażają oficjalnego stanowiska TechWorks.pl Mój pierwszy felieton, który mam nadzieję, że przypadł Wam - czytelnikom do gustu, traktował głównie o sprzęcie. W mojej nowej super produkcji na miarę trzech części Matrixa, razem wziętych, zmienię front, gdyż priorytetem będzie tu software, a dokładniej gry, ale raczej od strony społecznej i to, dlaczego Kubuś Puchatek nie dostanie nowego słoika miodu.
Jak wiadomo gry nakręcają hardware i odwrotnie. Nie chodzi mi o pewną reklamę z tekstem: „Załóż software na swój hardware", choć jakby przemyśleć, to ta sentencja pasuje do świata PC. Bo czyż właśnie nie tak można określić Windowsa, Linuxa, bądź inny zajmowacz zasobów systemowych. Ale wróć… miało być o grach… więc co to ja miałem… aha, hardware. Zapewne znacie 2 loga/intra, jakie pojawiają się gdy odpalamy grę. Chodzi mi o „The Way It's Mean To Be Palyed" NVIDII i rzadziej używany „Get In The Game!" od ATI. To jak się mają te teksty do tego, jak działa gra to już inna sprawa. Zdarza się, że mimo hasła NVIDII, mamy lepszy performance na karcie „Czerwonych" i odwrotnie. Ale oczywiście producenci mydlą oczy, że na konkretnym modelu gra będzie chodzić najlepiej. I już stado ludzi rzuca się do sklepów.
Ok, skoro już niektórzy poczuli się dziwnie po tym, jak niepotrzebnie kupili grafikę pora zmienić nieco temat. Przypomnijmy sobie, o czym to lubią pisać brukowce, pokazywać w TV, gdy mamy sezon ogórkowy. Jak nie macie pomysłu to wam pomogę. Afery związane z grami. Chodzi o to, że gry tworzą psychopatów / złodziei / morderców / gwałcicieli / innych degeneratów - niepotrzebne skreślić. Zapewne każdy słyszał, jak to zapalony gracz CS'a powystrzelał pół szkoły czy coś. Zgadnijcie kto, a raczej co, jest winne tych masakr? Pan w 1-szym rzędzie po lewej odpowiedział dobrze - Gry. Czy to komputerowe, czy konsolowe, czy coś tam jeszcze, zawsze winne są one. Bo taka jest już natura człowieka - na kogoś trzeba zwalić odpowiedzialność. Skoro dzieciak, przecież NIE miał problemów w szkole, NIE pochodził z patologicznej rodziny, NIE miał problemów z psychiką, NIE miał skąd wziąć broni. To ostatnie jest najbardziej ciekawe, bo gdzie oni ją znajdują? W USA taki np.: Desert Eagle leży na ulicach? Chyba, że w Alabamie, ale ten stan się nie liczy. No i jak tu nie wytłumaczyć, że to wszystko przez gry. A kto to głównie mówi? Jacyś psycholodzy, którzy na komputerze widzieli Offica, a jeśli chodzi o konsole to oglądali je zza witryny sklepowej. I jeszcze twierdzą, że są zaznajomieni z tematem. Zapewne każdy kto czytał/oglądał jakiś program o grach to pewnie w paru momentach myślał: „O czym oni właściwie pi#%&*lą?". Ja mam takie uczucie. Bo przecież wiadomo, że w CS'ie trzeba myśleć tylko po to, jak zabić niedobrych policjantów i zakładników, a do tego zakładać bomby i wysadzać. Jasne, bo jakżeby inaczej. Zresztą patrząc na te wypowiedzi „mondrych" Pań/Panów jedyne co można zrobić, to zadzwonić do redakcji i poprosić o kontakt do tych ludzi i starać się wytłumaczyć, że gadają jak potłuczeni. Ciekawe jest też to, że według nich są tylko: „strzelanki" i „mordobicia", czy ktoś w ogóle widział, że na pudełkach jest coś takiego napisane?. No cóż, w tej kategorii to się Kangurek Kao mieści - przecież ten skaczący szkodnik wali po pysku wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka. To przecież rodzi przemoc. Jeszcze twoje dziecko wpadnie do swojego przedszkola z M4 i obróci je w pył.
Pamiętacie aferę z GTA: San Andreas w roli głównej? ?e sex, golizna. A to tylko dzięki fanom. Czyli można wpakować 2 magazynki w głowę wirtualnej postaci, a ujrzenie jej niezbyt ubranej wypacza psychikę. No cóż, nie ma to jak konsekwencja w działaniu. Dzięki temu znowu się oberwało twórcom gier, jakie oni to zniewieściałe gry robią. Zresztą, krzyczą, że dzieci grają w brutalne gry. Zaraz wróć… dzieci? No właśnie. Z tego co wiem, to na pudełkach są oznaczenia, dla kogo jest dany produkt. Ale po co komu oznaczenia? „Psycholżki" wiedzą lepiej. Lepiej całkowicie zakazać, jak coraz więcej rzeczy w tym państwie, zamiast zobaczyć co się dzieje u źródła. Bo czy to jest normalne, gdy 7-dmio letniemu dziecku mamusia kupuje Postala 2? Niestety to akurat jest autentyczna i przykra sytuacja ze sklepu „nie dla idiotów". Rodzice po prostu używają gier jako swoistego klina, żeby tylko ich pociecha dała im spokój. A jak się dzieciak powiesi, bo nikt nie zauważył, że coraz gorzej z nim było to znowu będą temu winne gry. Bo gry nie są źródłem problemów, a ich katalizatorem, takim samym jak narkotyki czy alkohol. I mogą uzależnić. Tak samo jak wspomniane narkotyki i alkohol, ale także, praca, czytanie, sprzątanie i inne czynności. I tak jak w tych przypadkach, człowiek racjonalny, który panuje nad tym co robi nie wpadnie w nałóg. Ale przecież tak nie powie żaden dziennikarz. Gry są złe bo uzależniają. Tak samo jak np.: praca, sprzątanie, nadmierne spożywanie posiłków etc. A teraz mały apel do rodziców. Zainteresujcie się swoimi pociechami, tym w co grają, co w ogóle robią na komputerze / konsoli. To nie boli a może uratować od najgorszego. Nie bądźcie też jakoś przesadnie surowi. Czasami człowiek musi się wyżyć, a przecież nie pozwolicie dzieciakowi na rozluźnienie rozwalić połowy miasta nie? Do tego służą gry. Nic tak przecież nie odpręża po stresach dnia jak sesyjka w Serious Sama, Quake, bądź inną grę, jaka interesuje wasze pociechy. Po za tym dziecko nie zawsze musi grać w "strzelanki", gdzie krwi jest więcej, niż mieści istota, którą się wykończy. Może dajcie mu Medievala 2: Total War. To że w tytule jest „Totalna Wojna" nie oznacza, że dziecko za chwilę wyjdzie poprowadzić front wschodnio-zachodni przeciwko np.: Zulusom. Wasza pociecha, może się nauczyć strategicznego myślenia, dojdzie do wniosku, że łucznicy w bliskim natarciu z ciężką kawalerią, raczej nie należą do najskuteczniejszych, a myślenie strategiczne przyda mu się w dorosłym życiu. Na zakończenie tej części warto zacytować Sony Online Entertainment: „Jak w przypadku każdego rodzaju rozrywki każdy użytkownik jest osobiście odpowiedzialny za swoje życiowe priorytety i nawyki. Nie naszą rzeczą jest pilnowanie, co robią ze swoim wolnym czasem."
A jeśli chodzi o gry jako rozrywkę. Dlaczego jest ona taka popularna? Może zadam to pytanie od innej strony. Czy gdy czytaliśmy książkę, lub oglądaliśmy film, nie chcieliśmy, by bohater podjął inną decyzję? Czy był film, książka, przy której płakaliście? Na pewno się coś znajdzie. A czy przy grach? Popatrzmy na 2 pierwsze części genialnej serii - Silent Hill. Chwilę po rozpoczęciu gry, powoli zaczynamy się identyfikować z bohaterem, czujemy to co on, staramy się postawić w jego sytuacji. Czujemy coś więcej niż proste napięcie, podekscytowanie, czy strach. Dochodzą do nas subtelniejsze odczucia jak żal, empatia, poczucie straty czy ulgi. Można tu przedstawić wypowiedź Warrena Spectora: „Szukanie sposobów na poszerzenie gamy emocji, które można doświadczać i wyrażać poprzez gry, to według mnie przyszłość tego medium. Jeśli okaże się, że byłem w błędzie, zamierzam otworzyć księgarnię". I tu wkracza magiczne, a dla niektórych trudne, słowo - Interakcja. To słowo pokazuje nam coś czego nie da nam nawet najlepsza książka bądź film. Dobra gra, po pewnym czasie sprawia, że fabuła zaczyna dotyczyć nas samych, wprowadza nas w przedstawiony świat. Dlatego ludziom ściskała gardło scena, w Final Fantasy VII, gdy Aeris umiera. Ok, wytrzyjcie oczy, koniec tego beczenia. Chyba pora trochę zmienić temat, bo mam przeczucie jakbym się rozgadał aż za bardzo.
Przypatrzy się zjawisku e-sportu. Tradycyjnie Polska jest 300 lat za dżunglą, więc ta dyscyplina dopiero raczkuje. Nadal bowiem, ciężko znaleźć sponsorów dla klanu, na turnieje etc. Przelećmy jednak na zachód, za ocean, a dokładniej do świata frytek, hamburgerów i chirurgii plastycznej - USA. Jest tam pewna ciekawa organizacja, zwana „Ligą graczy", która podpisuje umowę z każdym graczem, który poświęca się swojej grze i jest w niej dobry. Zapewniają mu oni kasę na dojazd, na turnieje, a w razie wygranej dostaje odpowiednią premię. Tam e-sport jest po prostu dyscypliną sportową, prawie jak skok o tyczce albo inna akrobatyka. Tam wiedzą, że warto w to inwestować, bo rynek gier ma swoją wartość i to wcale niemałą. A u nas? ?eby znaleźć sponsora chociaż na serwer to trzeba sobie prawie wypruć flaki. Tutaj ludzie dopiero dochodzą do wniosku, że gry powoli przestają być zabawą dla dzieci. To już jest biznes. Gdyby taki John „Fatal1ty" Wendel był polakiem, to jak myślicie, osiągnąłby to co ma teraz? Nie wydaje mi się, żeby miał 1% z tego co ma teraz. A rozwojowi polskiego e-sportu nie pomagają Państwo psychologowie wiedzący lepiej, bo tak. Przecież można dążyć do tego, że na którejś tam olimpiadzie, zobaczymy dyscyplinę np.: Quake TDM 5vs5. Czemu by nie? Przecież profesjonalni gracze siedzą nawet 8 godzin dziennie trenując, sprawdzając taktyki, zwiększając swoje umiejętności. Zupełnie jak normalni sportowcy nie? Pewnie nie, bo gracze siedzą w miejscu… tak jak ludzie na kajakach, rowerach, motocyklach i co tam jeszcze można wymienić. Według mnie gry powinny być nie tylko przyjemnością, ale sportem, który powinien stać na równi co pływanie, bieg na 100m, skok w dal czy inne. Kiedy tak będzie? Nie wiadomo. Nadal wielu ludzi uważa gry za dziecinną zabawę, mimo, że statystyki pokazują średnią wieku gracza na poziomie 25-30 lat, czyli właściwie jak normalni sportowcy, a nawet ciut starsi. So why not? Temat, który przedstawiłem można by ciągnąć na paręnaście stron maszynopisu. Tylko po co? I tak zawsze znajdą się nieobiektywni ludzie, którzy będą twierdzić, że gry to jest dzieło szatana albo innego tam demona, który zjada nam w ten sposób mózgi. Po prostu niektórzy są niereformowalni. Pozostaje jednak pytanie. Jaki jest sens takich poczynań? Ja go tu nie widzę. Zapraszanie do studia osób, które nie mają żadnego związku z przedstawianym tematem, to raczej niezbyt profesjonalne postępowanie. A czyż nie takiego właśnie oczekuje się od dziennikarzy? Swego czasu był program, gdzie zaproszono 2 graczy. Niestety były to łepki, które nawet wygadać się nie umiały m.in. przez to, że prawie nie dostali dopuszczeni do głosu. Jednak czemu mamy się dziwić? Przecież żyjemy w państwie, gdzie są same zakazy i góra decyduje co dla nas lepsze, nie patrząc na to co się dzieje. No cóż. Musze powiedzieć, że właściwie na tym mogę zakończyć te rozważania. Wiem, że nie omówiłem nawet czubka góry lodowej, w której najgorsze jest to, że nie zanosi się na zmiany. Po prostu nadal będą ludzie, którzy żeby zapełnić ramówkę, znajdą nawet najgłupszy temat, który zostanie tak opisany, że rozpocznie kolejną aferę. A ta pociągnie za sobą kolejne, aż do końca sezonu ogórkowego, gdzie będzie już czym zapełnić numer. Zresztą, co wygląda żałośniej: rodzina, która po prostu ze sobą nie żyje, czy człowiek, z tej rodziny, który poznaje nowych ludzi w np.: grach MMO i zamienia z nimi więcej słów, niż przez rok ze swoim najbliższym otoczeniem? Na zakończenie zakończenia, chciałbym tylko zaznaczyć, ze tekst nie miał na celu obrażenia i / lub znieważenia czytelników, bądź osoby postronne. Zapraszmay do komentowania publikacji na naszym forum dyskusyjnym
Komentarzy do artykułu: 0
Oceń artykuł w skali 1-10:
Strona 1

Komentarze

Nie ma jeszcze komentarzy - dodaj pierwszy!

© TechWorks 2005-2011. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt: Ratyodesign

Warning: Unknown: write failed: Disk quota exceeded (122) in Unknown on line 0

Warning: Unknown: Failed to write session data (files). Please verify that the current setting of session.save_path is correct (/tmp) in Unknown on line 0